No właśnie. Ostatnio byłem na premierze kolejnej polskiej fantastycznej produkcji i albo się nieco przedłużyła albo trochę przysnąłem. Generalnie tematyka nie odbiega od tematyki polskich filmów XXIw. Jest Śląsk albo gdzieś blisko niego.Dylematy moralne bohaterów są dalekie wszystkim a zwłaszcza im samym.Jest szaro, dołująco - tak swojsko-polsko.
Film już się skończył (uff...ulga) na sali ani żywej duszy i chciałem już wychodzić ale zorientowałem się że nie mam telefonu. Panika! Zacząłem go szukać kurtka, spodnie, jeszcze raz kurtka, na siedzeniu, pod siedzeniem obok. Bylem zdziwiony ze go nie ma ale bardziej zdziwił mnie facet siedzący (jeszcze!!!) 2 rzędy przede mną. Może też zasnął? Nie! Nadal podziwiał kinowy ekran. Mądry Pan profesor z polskiej szkoły filmowej powiedział by, że "Ten oto człowiek doświadcza, przeżywa sztuki jakiej właśnie doznał". Na szczęśce Pan Profesor jest już na emeryturze i nie opowiada nikomu już takich bajek. No może tylko swoim niedojrzałym pomidorom na działce. Ale wracając do kina...
Tajemniczy nieznajomy miał na sobie wielką czarną kurtkę puchową z futrem dookoła kaptura i logo Northface na ramieniu. Patrze dalej zielone, wytarte (i to nie fabrycznie) bojówki, które opadały na kiedyś żółte buty firmy Timberland. Byłem prawie pewny, że to nasz sławny polarnik Marek Kamiński po godzinach. Chciałem nawet podejść i poprosić po autograf ale spojrzałem na ekran...Oglądał a wręcz podziwiał napisy końcowe. I tak wielki piękny polarnik przeobraził się w poczwarę - typowego polskiego filmowca...
środa, 4 marca 2009
niedziela, 30 listopada 2008
Subskrybuj:
Posty (Atom)